Kolejnym dokumentem tożsamości jest paszport, jednak nie wszyscy go posiadają. Paszport jest dokumentem pozwalającym na podróż za granicę oraz potwierdzającym obywatelstwo osoby. Znajdują się tam także dane o osobie potrzebne do identyfikacji. Istnieje wiele rodzajów paszportu. Pierwszym z nich może być zwykły, książeczkowy lub zwyczajny. Wydawany jest przez właściwy organ ze względu na miejsce zamieszkania. Otrzymujemy go wtedy gdy chcemy wyjechać za granicę. Zazwyczaj jest ważny przez dziesięć lat, chyba że wcześniej został unieważniony. Kolejny rodzaj to paszporty tymczasowe, które wydawane są przez konsula i pomagają wrócić do kraju. Następny rodzaj to dyplomatyczny, który wydaje się osobom zajmujących stanowisko dyplomatyczne i ich rodzinom, którzy wyjeżdżają za granicę. Państwo wtedy ułatwia podróż rodzinie, aby mogła odwiedzić bliskiego, który pracuje w służbie za granicą kraju. Kolejnym paszportem jest służbowy, posiadają go osoby z ministerstwa spraw zagranicznych np. dyrektor gabinetu prezydenta.
Działania sabotażowe.
Wyspy normandzkie stały się oczkiem w Glowie Hitlera. W porównaniu z pozostałą częścią walu atlantyckiego były bardzo dobrze strzeżone, a nawet zbyt dobrze. Propaganda podkreślała, że nawet Anglia, (a przecież wyspy normandzkie należą do niej), znajduje się pod okupacją. Te enuncjacje nie przyniosły jednak Niemcom żadnych korzyści militarnych. Podobnie jak w Norwegii, także tutaj błędnie oceniono sytuację, a była to decyzja Hitlera, który nie słuchał doradców wojskowych. Wyspy normandzkie miały male znaczenie strategiczne, ale Hitler rozmieścił tam dwie dywizje i słono zapłacił za ten blond. Sytuacja robotników, budujących wal była trudna. Wielu z nich pracowało, jako robotnicy przymusowi przy budowie bunkrów. Panoszyła się kolaboracja, zwłaszcza wśród milicji Petena. Nie byli wiele lepsi od żołnierzy wermachtu, a nawet tacy sami. Ludzi traktowali jak śmieci. Z czasem sytuacja stawała się coraz gorsza. Ludzie ci zaczęli sobie z czasem uświadamiać, że ich praca mogła mieć decydujące znaczenie dla Hitlera. Gdy pierwszy bunkier został ukończony, pojawiły się pola minowe. Ludzie zaczęli się obawiać nawet tego, że za wykonaną tam prace zapłacą wolnością. Ostatecznie pracownicy podjęli wspólną decyzję o rozpoczęciu uprawiania sabotażu. Dotyczy to zarówno holenderskich, jak i francuskich robotników, pracujących przy budowie walu.
Ciężkie życie.
Grupa pracowników coraz chętniej, żwawiej zaczynała sabotować wykonywane prace. Robiono niemal wszystko, żeby brakowało piasku i żwiru oraz, by ich mieszanka nie była odpowiednia. Jednym słowem: przygotowywano beton zlej jakości. Byli i tacy, którzy źle wylewali beton, co nie umknęło niemieckim nadzorcom i odgrywali się na robotnikach. Czasami przez pól godziny okładano się z odpowiednią silę gałązkami po rękach; po kwadransie ręce puchły, a Niemcy odsyłali takich pracowników do domu na tydzień. Kolejnym przykładem sabotażu było spychanie wagoników z torów, zanim jeszcze dotarły do betoniarki, którą z kolei blokowano kawałkami żelaza. Przykładów działań sabotażowych było znacznie więcej. Ostatecznie, nikt nie pracował tam dla własnej przyjemności, zwłaszcza robotnicy najniższego szczebla. Niemieccy żołnierze wiedli tu zdecydowanie lepsze życie, niż w innych częściach Europy. Znacznie bezpieczniej było czekać na inwazję, niż walczyć na froncie wschodnim, czy w Afryce północnej. Wokół terenu stawiano zabezpieczenia, na wypadek napaści. Nie pozbawiano ich także rozrywek: w piątki, co dwa tygodnie wyjeżdżano na występy teatru frontowego, ale co wieczór był apel i codziennie trzeba było się na nim stawić. Nie wszyscy niemieccy żołnierze byli zadowoleni. Wiedzieli, że była to rozgrywka taktyczna, która nie miała sensu, ale nikt nie śmiał o tym powiedzieć na głów.