Wakacje

Rządy feldmarszałka

Widoczne są sprzeczne opinie w kwestii strategii obronnej, jedne bunkry zostały umocnione, inne zaniedbano. Znajdywano także bunkry, wysadzone w powietrze. Rómmel podróżował z północy na południe walu, poszukując słabych punktów. Powszechnie było wiadome, że Rommel był niezadowolony z zastanej sytuacji na wale. Rowy przeciwczołgowe wcale nie były należycie wykonane. Chciał udoskonalać obronę. Chciał on zamienić plażę w tor przeszkód: lodzie desantowe planowano powstrzymać za pomocą zapór, drutów kolczastych i min. Podczas przypływu przeszkody te były niewidoczne. Lodzie, które chciałyby wykorzystać przypływ, aby się zbliżyć, miały natrafić na tak zwane belgijskie wrota. Były to podminowane, drewniane pale i stalowe przeszkody, mające rozpruwać dno lodzi. żołnierze, którzy by przeżyli, znaleźliby się pod obstrzałem z bunkrów. Było sporo trudności: choć Rómmel podlegał bezpośrednio Hitlerowi, to Runshted był dowódcą sil zachodnich. Feldmarszałek musiał współpracować z dowództwem marynarki wojennej i sil powietrznych, a każdy miał własne pomysły, co prowadziło do zamieszania. Rómmel był blisko związany z żoną i synem, któremu się zwierzał. Mówił mu, że do utrzymania i obrony będą potrzebne jeszcze czołgi. Chciał umieścić jednostki pancerne, tuż za linią wybrzeża, aby mogły natychmiast interweniować.

Brak organizacji.

Rómmel uważał, że decydujące będą pierwsze dni po lądowaniu aliantów. Doszło do kłótni pomiędzy Roomlem a von Shwappenburgiem, dowódcą wojsk pancernych. Odmówił on ustawienia czołgów wzdłuż wybrzeża i rozmieścił je w głębi lądu. Hitler także lawirował: najpierw faworyzował jednego, później drugiego, a na koniec proponował rozwiązanie pośrednie, co było dla niego typowe. Postanowił, że z dziesięciu dywizji pancernych, cztery znajdą się pod dowództwem rezerwy wermachtu, co ograniczało władze naczelnego dowódcy frontu zachodniego. Kolejne trzy dywizje znalazły się pod kontrolą grupy B wojsk Rommela, a pozostałe trzy w południowej Francji. Von Rushted, jako dowódca frontu zachodniego nie dowodził więc najważniejszą bronią, czyli czołgami. Tym czasem na wybrzeżu trwał wyścig z czasem. Organizacja Tooda musiała wybudować jak najwięcej umocnień, a materiałów było coraz mniej i jednocześnie dyscyplina podupadła. Wiele materiałów najzwyczajniej wynoszono dla najbliższych i sąsiadów, czy chociażby na sprzedaż. Wynosili nie tylko robotnicy, ale także żołnierze oraz obsługa cywilna. Prawdziwe niebezpieczeństwo dla Niemców nadeszło z powietrza, w którym alianci mieli przewagę. Główne drogi i linie kolejowe były nieustannie bombardowane; brakowało materaców i paliwa. Panował ogólny nieład i kompletne niezdecydowanie.

Alianckie bombardowania.

Alianci atakowali węzły kolejowe, mosty i drogi, co spowodowało znaczące utrudnienia w transporcie sprzętu i materiałów na budowę. Większość materiałów nie docierała na czas, wtedy trzeba było przerywać prace, a kiedy w końcu dostarczono materiały, trzeba było nadganiać nocami. Również często brakowało piasku i zostawał tylko żwir. Gdy brygadziści i niemieccy żołnierze nie patrzyli, brano piasek z wydm. Bombardowano także miejsca, gdzie powstawały nowe umocnienia; z tego powodu zginęło wielu żołnierzy i robotników, a wielu ledwo uszło z życiem. Podczas pierwszego nalotu zginęło dziewięćset pięćdziesiąt osób, podczas drugiego i trzeciego, życie strąciło tysiąc pięćset. Pracowano, jako więźniowie w obozie, otoczonym drutem kolczastym i nie można było swobodnie poruszać się. Po nalotach Niemcy zabierali więźniów na plac budowy, każąc im sprzątać. Wszystkie szczątki ładowano na ciężarówkę i wywożono w nieznanym kierunku. W niektórych miejscach leżały jeszcze bomby, które kazano przenosić. Nie można niczego budować w obliczu powietrznej przewagi nieprzyjaciela. Wielu uciekło podczas bombardowania i przyłączało się do grup dywersyjnych. W przebraniu w niemieckie mundury wykradano informacje, dotyczące miejsc rozmieszczenia niemieckich rakiet, a rakiety V1 czekały już na zainstalowanie. Uświadomienie sobie tego faktu budziło przerażenie.

Copyright (c) 2010 r.